HOME
OGŁOSZENIA
ZAREJESTRUJ DOMENĘ
DODAJ OGŁOSZENIE
DODAJ FIRMĘ DO BAZY
Osób online: 52; czwartek, 18 październik 2018 Imieniny Hanny, Klementyny, Łukasza
... Darmowe ogłoszenie drobne - praca, sprzedaż, usługi, auto-moto i inne ... szybko łatwo i bez rejestracji ... możliwość dodania 4 zdjęć ...
...
Gorzowskie Firmy:
Wszystkie Artykuły Wywiady Zdrowie i Uroda Kuchnia Rozrywka Muzyka Film Ciekawostki  Powrót
gorzow.com • artykuly • 2018-01-11
TELEWIZJA POKAZAŁA (406)
Źródło: studioopinii.pl 

Żona prezydenta Poznania, Joanna Jaśkowiak, dostała wezwanie z komisariatu policji „w charakterze osoby, co do której istnieje uzasadniona podstawa do skierowania wniosku w sprawie o wykroczenie z art. 141 kodeksu wykroczeń”.

Chodzi o artykuł, który mówi: „kto w miejscu publicznym umieszcza nieprzyzwoite ogłoszenie, napis lub rysunek albo używa słów nieprzyzwoitych, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1,5 tys. zł albo karze nagany”.

Chodzi o demonstrację, która odbyła się w Poznaniu 8 marca 2017 r. i była częścią Międzynarodowego Strajku Kobiet, który zorganizowano w 50 krajach. Protestujący w Poznaniu domagali się swobodnego dostępu do nowoczesnej antykoncepcji, in vitro, edukacji seksualnej w szkołach, likwidacji lekarskiej „klauzuli sumienia”, wdrożenia konwencji antyprzemocowej i skutecznego ściągania alimentów. Pani Jaśkowiak powiedziała wtedy:

Od czasu gdy panuje nam dobra zmiana, budzą się we mnie różne uczucia. Najpierw było to zdziwienie, później zaskoczenie, oburzenie, niedowierzanie, złość, wściekłość. I ostatecznie brakuje mi słów i [oddaje to] chyba tylko jedno mało cenzuralne: wkurw. Jestem wkurwiona.

Sądzę, że należy się spodziewać podobnego nękania przeciwników „dobrej zmiany” i dlatego chciałbym im poradzić, jak powiedzieć swoje i nie narazić się na szykany. W tym celu muszę dać parę słów wprowadzenia dotyczących metod praktyki buddyzmu zen.

Otóż w buddyzmie zen chodzi o to, aby powstrzymać pojęciotwórcze działanie umysłu, które zaciemnia nam Rzeczywistość. Służą do tego m.in. tzw. koany. Koan to zadanie stawiane uczniom, które ma pomóc zablokować rozumowanie analityczne i doprowadzić do przełomu. Koanu nie można rozwiązać rozumowo. Przykładem koanu jest pytanie: „Jaki jest dźwięk klaskania jednej ręki?”. Inny przykład: Mistrz Szou-szan podniósł kij i zapytał ucznia: „Co to jest? Jeśli powiesz że to jest kij, to znaczy że jesteś przywiązany do nazw. Jeżeli powiesz że to nie jest kij, to zaprzeczysz faktowi. A więc co to jest?”.

W szkole, w której praktykowałem, kiedy uczeń zadawał mistrzowi jakieś pytanie, ten czasem odpowiadał: „Ty już rozumiesz”, co także blokowało dociekliwość umysłu skupionego na jakimś problemie.

Mistrz Wu Bong opowiedział nam kiedyś taką historyjkę związaną z tą odzywką. Rzecz działa się w Stanach Zjednoczonych. Pewien policjant, który przechadzał się po swoim rewirze, przechodził koło sklepu ze zwierzętami. Na wystawie sklepu siedziała sobie w klatce papuga, a kiedy policjant mijał wystawę, zawołała: – Ty, niebieski! Policjant zaciekawiony zatrzymał się, a wtedy papuga zawołała: – Jesteś głupi!

Policjantowi to się nie spodobało, ale na drugi dzień postanowił sprawdzić jak to jest z tą papugą i podszedł do sklepu, a wtedy papuga znowu zawołała: Ty, niebieski! A kiedy się zatrzymał zawołała: – Jesteś głupi!

Policjant zdenerwował się, wszedł do sklepu, opowiedział o całym zdarzeniu właścicielowi i oznajmił, że jeżeli jeszcze raz coś podobnego się zdarzy to on zamknie ten sklep. Właściciel obiecał załatwić sprawę.

Następnego dnia policjant cały spięty zbliżał się do sklepu. Kiedy papuga go zobaczyła, zawołała: – Ty, niebieski! Policjant jeszcze bardziej się spiął, a wtedy papuga powiedziała: – Ty już rozumiesz.

Pani Jaśkowiak i innym protestantom poradziłbym aby w swoich wystąpieniach na zakończenie wołali: – Ty, Kaczyński! Ty już rozumiesz.

* * *

Zamiast domyślać się co zrobi PiS, wystarczy sięgnąć do historii i zobaczyć co robił Piłsudski po przewrocie majowym, gdy obalił legalne władze. Bracia Kaczyńscy nie ukrywali swojej fascynacji Piłsudskim i zapewniali że powtórzyliby wiele z jego łamiących prawo posunięć.

Newsweeku Tomasz Targański przypomina jak Piłsudski rozprawiał się z sądami, opozycją itd.

Konstytucja wiązała piłsudczykom ręce w wielu sprawach, ale na to, by ją zmienić, nie mieli dość głosów w parlamencie. Rozwiązaniem okazały się działania formalne zgodne z literą ustawy zasadniczej, choć sprzeczne z jej duchem. Pomysłodawcą tzw. precedensów konstytucyjnych był Stanisław Car. (…)

Jeśli któryś z organów państwa w 20-leciu międzywojennym miał znakomitą reputację i cieszył się zaufaniem społeczeństwa, to było nim sądownictwo – z sędziami sanacja musiała się liczyć. Czas na generalną z nimi rozprawę przyszedł przed wyborami parlamentarnymi rozpisanymi na marzec 1928 roku, gdy doszło do konfliktu wokół kwestii powołania głównego komisarza wyborczego. Zgodnie z ustawą powoływany był przez prezydenta spośród trzech kandydatów, wskazanych przez zebranie prezesów Sądu Najwyższego.

Zgromadzeniu prezesów przewodniczył wówczas Władysław Seyda – jeden z głównych twórców konstytucji marcowej. Seyda był bezpartyjny, choć nigdy nie ukrywał, że sprzyja prawicy i ruchowi narodowemu. Jednak Józef Piłsudski za wszelką cenę chciał mieć na stanowisku komisarza swojego człowieka. Postanowił że będzie nim… Stanisław Car. (…)

Drugi obok Seydy wybitny przedstawiciel Sądu Najwyższego – Aleksander Mogilnicki – rozmawiał na ten temat z ówczesnym ministrem sprawiedliwości Aleksandrem Meysztowiczem. Minister został poinformowany, że Sąd Najwyższy stoi na stanowisku sędziowskiej niezawisłości i odrzuca wszelkie próby ingerowania w swoje orzecznictwo. Po kilku dniach jednomyślnie uznano „kandydaturę pana Cara za niemożliwą”, ponieważ mianowanie członka rządu osobą odpowiedzialną za przeprowadzenie wyborów byłoby sprzeczne z duchem prawa.

Niestety, wola Piłsudskiego była już wtedy prawem i by jej zadośćuczynić, prezydent Ignacy Mościcki – łamiąc konstytucję – mianował Cara komisarzem wyborczym. (…)

Stanisław Car robił, co mógł, by unieważnić listy wyborcze opozycji. Wykorzystywał po temu każdą przewidzianą w regulaminie okazję – na przykład nieczytelność podpisów. Wydał również zarządzenie, na mocy którego komisje obwodowe przekazywały akta do komisji okręgowych za pośrednictwem policji i starostów. To z kolei umożliwiało „cuda nad urną”. (…)

Do rozprawy z sądami przystąpiono metodycznie. Na mocy dekretu, który wszedł w życie 1 stycznia 1929 r., prezydent uzyskał prawo, by przenosić do innego sądu lub w stan spoczynku – także bez ich zgody – sędziów Sądu Najwyższego, sędziów apelacyjnych, sędziów okręgowych oraz grodzkich. Groźba przenosin stanowiła skuteczne narzędzie nacisku. Jak pisał prof. Garlicki: „Rząd mógł, ale nie musiał, zapewnić odchodzącym sędziom więcej niż godziwe warunki, oferując im stanowiska notariuszy lub pisarzy hipotecznych. To były bardzo duże pieniądze”.

Decyzja prezydenta była jawnym pogwałceniem konstytucji, która gwarantowała sędziom nieusuwalność oraz immunitet. (…)

Po Sądzie Najwyższym przyszedł czas na sądy niższej instancji: niepokornych prezesów przenoszono w stan spoczynku, a na ich miejsce minister sprawiedliwości powoływał sędziów dyspozycyjnych.

Zapewniwszy sobie „kij” na sądy, rząd wykorzystał je rychło jako narzędzie w walce z przeciwnikami politycznymi. We wrześniu 1930 roku aresztowano kilkudziesięciu byłych posłów – przywódców zjednoczonej opozycji, tak zwanego Centrolewu. (…) i osadzono w twierdzy wojskowej w Brześciu.

Nie oglądając się na protesty, rząd rozpisał na listopad 1930 roku kolejne wybory parlamentarne. Sanacyjny BBWR odniósł w nich zdecydowane zwycięstwo, a opozycja została zmarginalizowana. (…)

Ostatnim etapem wojny z władzą sądowniczą był dekret prezydenta Mościckiego z sierpnia 1932 roku, zawieszający na dwa miesiące niezależność sędziów, co umożliwiło ministrowi sprawiedliwości usunięcie ze stanowisk niewygodnych dla sanacji prezesów sądów. Kilka miesięcy później Mościcki podpisał dekret o ustroju adwokatury, który umożliwiał rozwiązywanie rad adwokackich.

Rola Stanisława Cara jako „reformatora” polskiego systemu prawnego zakończyła się wraz z uchwaleniem konstytucji kwietniowej w 1935 roku, ostatecznie legalizującej autorytarny ustrój państwa. To z jego inicjatywy ówczesny marszałek Sejmu pod nieobecność posłów opozycji zdecydował przegłosować projekt konstytucji w trybie nagłym – tak jak zwykłą ustawę.

No to opozycjo i obserwatorzy – macie gotową listę planowanych posunięć władzy i odhaczajcie kolejne punkty.

* * *

Włodzimierz Cimoszewicz dla Onet Wiadomości:

Łukasz Rogojsz: Teraz dojdzie do szczucia na Unię? Wizerunkowo na zewnątrz ten konflikt wygląda fatalnie, ale w polityce wewnętrznej, jak na razie, okazał się dla PiS-u strzałem w dziesiątkę – Unia zastąpiła w roli etatowego wroga nieszkodliwą opozycję. Co więcej, PiS sprowadza spór z Brukselą do próby narzucenia Polsce przyjęcia muzułmańskich imigrantów.

PiS gra na strachu, frustracjach i ignorancji ludzi. Najłatwiej jest o sukces nieustannie mobilizując zwolenników do walki z wymyślonymi wrogami. Tak postępują wszyscy autokraci i dyktatorzy. Władimir Putin ma ogromne poparcie mimo umocnienia złodziejskiego systemu władzy, bo wmówił Rosjanom, że świat jest przeciwko nim. To samo robi Kaczyński. Dramat polega na tym, że katastrofalne skutki tego tumanienia ludzi będą długotrwałe i dotkną nas wszystkich.

W jaki sposób?

Mniejsze wsparcie z Unii, marginalizacja na scenie międzynarodowej – czytaj: zmniejszenie naszej realnej zdolności do obrony własnych interesów – gorsza opinia o Polsce i Polakach, dająca się odczuć na rynku pracy w innych krajach europejskich. Tyle na początek.

Na razie Polacy mają opinię najbardziej proeuropejskiego społeczeństwa w Unii. I to od lat. Antyunijna retoryka władz i kampania oszczerstw przeciwko Brukseli w prorządowych mediach mogą zmienić Polaków w społeczeństwo eurosceptyków?

To nie jest wykluczone. Wiosną 2015 roku tylko ok. 30 proc. Polaków było przeciw przyjmowaniu uchodźców. Po kilku miesiącach straszenia przez PiS i osobiście przez Kaczyńskiego, było to już 70 proc. W ciągu zaledwie kilku miesięcy partia polityczna zdołała przekonać blisko połowę Polaków-katolików, że miłość bliźniego jest bzdurą, a odwrócenie się plecami do matek z Aleppo ratujących swoje dzieci – właściwe. Jeśli zatem można było tak łatwo skłonić Polaków do wyrzeczenia się fundamentalnej zasady chrześcijaństwa – przecież ta religia nie istnieje bez miłowania bliźniego! – to co stoi na przeszkodzie, żeby uznać Europę za wroga? (…)

Nawet David Cameron, który był pomysłodawcą referendum ws. wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii, do ostatniej chwili był pewien, że Brexitu nie będzie. Emocje można łatwo rozhuśtać, zwłaszcza przy pomocy kłamstw. Znacznie trudniej jest później nad nimi zapanować. Tym bardziej, że antyeuropejska heca w Polsce to wspaniała okazja do propagandowej dywersji ze strony niektórych „nieunijnych” sąsiadów. Polska odegra tutaj rolę arcypożytecznego idioty osłabiającego Europę.

Załóżmy, że ma pan rację. Jak zatem miałaby wyglądać droga do Polexitu?

Wystarczy posłuchać panów Dudy i Kaczyńskiego, pani Szydło czy pomniejszych partyjnych liderków, żeby to sobie wyobrazić. Przydadzą się doświadczenia PiS-u z paranoicznej kampanii smoleńskiej. Spiski przeciwko cnotliwej Polsce, kolonizacja, wyzysk, pozbawianie suwerenności, dechrystianizacja, zmuszanie do uznawania gejowskich małżeństw, itp., itd. Jeśli do tego dojdą gorsze warunki finansowe, to nasunie się pytanie: po co nam to całe członkostwo w Unii? Miliony Polaków, którzy korzystając z nowych praw, pracują i studiują za granicą, nie wezmą udziału w tej niby debacie.

Wyobraża pan sobie Polskę poza Unią? Przecież zmieniłoby się wówczas niemal wszystko – od codziennej rzeczywistości zwykłego obywatela po absolutnie kluczowe interesy państwa.

Wyobrażam sobie i to mną wstrząsa. Czasami, w akcie zbiorowego amoku, społeczeństwa podejmują zgubne decyzje. Polska poza Unią Europejską to gospodarka z utrudnionym dostępem do rynku, z którym wiążą nas 2/3 naszego handlu, to ludzie pozbawieni wolności życia, legalnej pracy i opieki zdrowotnej w innych krajach. To kraj w strefie ścierających się wpływów Wschodu i Zachodu, ale pozbawiony silnego partnerstwa.

Zostanie partnerstwo Stanów Zjednoczonych, z nimi chyba się nie pokłócimy. To wciąż jedyny zagraniczny partner, którego opinia i reakcje działają na PiS.

Nadzieja, że Stany Zjednoczone zadbają o nasze bezpieczeństwo, jeśli opuścilibyśmy Unię, jest zgubna. Amerykanie będą coraz bardziej zaangażowani w rywalizację z Chinami, więc wydarzenia w Europie Środkowo-Wschodniej, w tym sytuacja Polski, staną się dla nich kwestią drugorzędną. Dlatego efekt ewentualnego Polexitu byłby taki, że spadlibyśmy na arenie międzynarodowej do trzeciej ligi, stając się piłką w grze innych państw.

Zawsze pozostaje możliwość, że Polacy ostro sprzeciwiliby się antyunijnemu kursowi władz. Przykład niezależnych sądów każe jednak zapytać: czy Polacy zechcą umierać za Brukselę?

To niewłaściwe pytanie. Właściwe brzmi: czy Bruksela i Europejczycy będą umierać za Warszawę? Zwłaszcza za Warszawę autorytarną, awanturniczą, egoistyczną, niedemokratyczną i słabą. Czy jesteśmy w stanie powstrzymać ten scenariusz? Tak. Czy to zrobimy? Nie wiem.

A wie pan, jak będzie wyglądać polityczny scenariusz nadchodzących miesięcy?

Rada Europejska rozpatrzy wniosek Komisji i z dużym prawdopodobieństwem uzna wymaganą większością 22 z 28 głosów, że w Polsce zachodzi ryzyko naruszeń praworządności. To będzie jak piętno wypalone na czole. Dalszych działań Rady Europejskiej raczej się nie spodziewam, ale nie będę też zaskoczony, gdy do rozpoczynającej się wkrótce dyskusji o nowej, siedmioletniej perspektywie finansowej zostanie wprowadzony wniosek o uzależnieniu transferów finansowych z Brukseli do państw członkowskich od wypełniania przez nie swoich obowiązków. Wśród nich jest respektowanie zasad demokracji i rządów prawa. Ponadto w trakcie tej dyskusji trzeba będzie zareagować zarówno na spadek dochodów Unii o składkę brytyjska, jak i na potrzeby związane z kryzysem migracyjnym czy dążeniem do wzmocnienia unii monetarnej. Wszystko to zapowiada poważne zmiany w strukturze budżetu unijnego. Tymczasem Polska materialnie jest zainteresowana utrzymaniem wysokiego poziomu finansowania polityki spójności, ale tym razem nie będzie miała zbyt wielu sojuszników. Wtedy właśnie zapłacimy rachunek za to, co wyprawia się w naszym kraju. (…)

Unia ma wiele problemów i musi się wewnętrznie wzmocnić. To oznacza zdecydowanie mniejszą tolerancję dla odchodzenia od uzgodnionych reguł. Ponadto, tego typu formuła ułatwiłaby zdobycie środków na inne cele.

Polski rząd na razie wierzy, że od konsekwencji uchroni nas Viktor Orbán. (…)

Sam fakt złożenia losu Polski w ręce obcego polityka jest wstrząsający i kompromitujący. Cała godnościowa gadanina o wstawaniu z kolan kończy się uzależnieniem od kaprysu i interesu pomniejszego europejskiego autokraty.

Orbán zdradzi Kaczyńskiego i poda go Komisji Europejskiej na srebrnej tacy?

Zapewnia, że nie. Tyle że, po pierwsze, to nieistotne. Po drugie, mało wiarygodne. Po trzecie, może się okazać bezwartościowe, jeśli Rada Europejska zajmie się Węgrami tak samo jak Polską.

* * *

Nie jest źle na świecie, czasem fantazja przeważa nad merkantylizmem.

Alosza Awdiejew często przytacza anegdotę o złodziejach, którzy skradli cysternę spirytusu, potem ją sprzedali, a pieniądze przepili. Teraz okazało się, że cechy te nie są właściwe tylko Rosjanom. W Danii w „muzeum picia” znajdowała się butelka wódki Russo-Baltique wykonana z trzech kilogramów złota, trzech kilogramów srebra i z inkrustowaną diamentami zakrętką w kształcie orła imperialnego. Była warta 1,3 mln dolarów. Złodzieje, co widać na monitoringu, wiedzieli czego szukali – wzięli tylko tę butelkę i wyszli. Butelka była wypożyczona od rosyjskiego milionera i nie była ubezpieczona.

Butelkę odnaleziono na pobliskiej budowie – złodzieje zawartość wypili a butelkę wyrzucili.

https://scontent-ams3-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-0/p526x296/26113907_776109535907293_2830680216006974112_n.jpg?oh=463199826519ca285f31f72ca63c20d3&oe=5AEFE48A

* * *

No i po rekonstrukcji rządu. Wylecieli Waszczykowski, Macierewicz, Szydło i Radziwiłł. Rozdzielono ministerstwa, które kiedyś połączono. I jak za czasów premiera Marcinkiewicza – wszyscy martwią się i szukają roboty dla Macierewicza. Wicemarszałek sejmu to dla niego za mało.

A przecież brak ważnego resoru, który obsługiwałby najważniejsze zadanie polskiego rządu i tam Macierewicz ze swoją energią i upodobaniami byłby nieoceniony. Powinien zostać ministrem Rechrystianizacji Europy.

PIRS



© 2018 Gorzow.com

^