HOME
OGŁOSZENIA
ZAREJESTRUJ DOMENĘ
DODAJ OGŁOSZENIE
DODAJ FIRMĘ DO BAZY
Osób online: 142; poniedziałek, 24 wrzesień 2018 Imieniny Dory, Gerarda, Maryny
... Darmowe ogłoszenie drobne - praca, sprzedaż, usługi, auto-moto i inne ... szybko łatwo i bez rejestracji ... możliwość dodania 4 zdjęć ...
Gorzowskie Firmy:
Wszystkie Artykuły Wywiady Zdrowie i Uroda Kuchnia Rozrywka Muzyka Film Ciekawostki  Powrót
gorzow.com • artykuly • 2018-02-18
Skok w przyszłość
Źródło: studioopinii.pl 

Polska Kaczyńskiego. Przeszłość, która chce być przyszłością.


Portal SokzBuraka przytoczył kilka dni temu tweet Joanny Senyszyn, w którym stwierdza ona, że nie jest tragedią obecna sytuacja geopolityczna Polski pod rządami PiS ale tragedią jest to, że z tej sytuacji zadowolona jest połowa Polaków. To nieco przesadna reakcja, ale niemal wszyscy ulegamy lekkiej histerii raz po raz po kolejnych „sukcesach” obecnego rządu.

Można podejrzewać, że nasza reakcja jest pożądana przez Kaczyńskiego. Wszyscy poniekąd zostaliśmy zamknięci w jego głowie, świecie Realpolitik i polskiego patriotyzmu w rozumieniu Kaczyńskiego. A ponieważ jest to konstrukt o cechach innowacyjnych, nieprędko i niełatwo z niej wyskoczymy.

Wiele można zrozumieć czytając raport z badań dr. Macieja Gduli „Dobra zmiana w Miastku. Neo-autorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta”. Charakterystyczne, że jedną z niewielu cech, która łączy wszystkich zwolenników „dobrej zmiany” jest wg. Gduli niechęć do elit. Wyzwolona energia tego obozu dominuje, korzystając z chwilowego zniechęcenia polityką ludzi niepodzielających wizji Kaczyńskiego. Gdula proponuje termin „neoautorytaryzm”, opisując stan świadomości zwolenników PiS i politykę tej partii, przy czym czyni uwagę: „A jednak współczesny autorytaryzm nie jest po prostu powtórzeniem historii, bo wyrasta z innego gruntu i jest osadzony w zupełnie innym kontekście społecznym. Najprościej rzecz ujmując, autorytaryzm, który znamy z przeszłości, był zjawiskiem społeczeństwa masowego, a dzisiejszy – społeczeństwa niszowego”.

Teraz widać, po co Kaczyńskiemu była potrzebna antysemicka afera. Jak z poparcia społeczeństwa niszowego uzyskać poparcie większości tu i teraz? Poruszyć emocje plemienne. Pokłady emocji, które są. Nie trzeba tutaj wymyślać żarówki. Wystarczy wykorzystać gotowe, sprawdzone rozwiązanie. Pokazać społeczeństwu „nowych Żydów”.

Nie ma tutaj zaskoczenia. Konsekwentnie budowana narracja – my prawdziwi Polacy i oni, ci gorsi. Użycie oenerowskiego języka nienawiści i wykluczenia, w którym wystarczyło zamienić słowo Żyd na słowa „gorszy sort”, „zdradzieckie mordy” lub inne z bogatego repertuaru Kaczyńskiego. Mamy autentyczny powrót do późnych lat 30. ubiegłego wieku. Osiemdziesiąt lat wstecz. Wielki projekt narodowego radykalizmu spod znaku falangi wyciągnięty z zamrażalnika dziejów. Wizja klerykalnie faszystowskiego państwa z centralną rolą Kościoła rzymskokatolickiego i z konsolidacją społeczeństwa wokół radykalnego projektu nacjonalistycznej ekskluzywności. ONR-bis. IV RP.

Społeczeństwo daje się w to wciągać krok po kroczku, powoli ale konsekwentnie. Nie spiesząc się, uważając żeby nie wytrącić ludzi ze stanu sytego zaspania, Kaczyński serwuje kolejne porcje narkotyku.

Należy sobie uświadomić, że nie mamy tutaj zwykłego sporu politycznego na gruncie demokratycznego państwa prawa. Na naszych oczach rozgrywa się dramat sporu cywilizacyjnego. Czy odpowiada nam wizja Polski Kaczyńskiego? Czy to przypadkiem nie jest ślepy zaułek historii? A jeżeli to tylko roboczy etap tworzenia „lepszej” Polski, to jakie są pomysły na zapędzenie dżina z powrotem do butelki?

To zmartwienie pozostawmy Kaczyńskiemu.

Nas interesuje pozostanie w głównym nurcie historii. Można wiele wniosków wyciągnąć z analizy dzisiejszej sytuacji. Można na własny użytek rozumieć to co się w ostatnich dwu latach wydarzyło w Polsce, ale też w innych miejscach na świecie, chociażby w USA, jako „rewolucja maruderów” albo „historyczne podciąganie taborów”.

Wydaje mi się, że najważniejszym wnioskiem byłoby przyjęcie tezy, że mamy do czynienia z nowym, innowacyjnym projektem politycznym, twórczo wykorzystującym stare radykalne projekty, które działały, ale z różnych przyczyn skompromitowały się i zostały porzucone. I z tym nowym innowacyjnym projektem można konkurować jedynie innym innowacyjnym projektem.

To oczywiste, że nowatorskie rozwiązanie nie pojawi się na zawołanie. Ale im wcześniej zaczniemy pracować nad jego stworzeniem, tym wcześniej możemy oczekiwać osiągnięcia pożądanych rezultatów. Jeżeli przytomna część społeczeństwa i te „wyklęte” elity nie dają zgody na realizację wizji Kaczyńskiego, to wydaje się, że trzeba zażądać rozwodu. Rozwodu z wizją, logiką i językiem obozu „dobrej zmiany”.

Rozsądnie byłoby więc zrezygnować z całego kanonu klasycznych pojęć i terminologii, bo nie opisują już rzeczywistości. Pamiętajmy, że ekipa Kaczyńskiego przewróciła tradycyjne znaczenie wielu pojęć do góry nogami. Chociażby znaczenie terminu „elita”. W mojej opinii powinniśmy teraz przeorać całą naszą świadomość historyczną, całe pokłady wiedzy wsączane nam do głów od dziecka. I stworzyć alternatywę. Wyraźną, z krwi i kości, kroczącą na zupełnie innym gruncie i zmierzającą w zupełnie innym kierunku. To też – moim zdaniem – nie będzie całkiem nowy świat. Ten świat istniał w naszej historii od setek lat, ale nie miał szczęścia przebić się na pierwszy plan na dłużej.

Można się zżymać, że de facto mamy dwie Polski. To oczywiście boli, ale czas przyjąć do wiadomości fakty. Dwie Polski funkcjonują nie od dzisiaj. Dzisiaj jest bardziej niż potrzebne wsparcie dla tej drugiej Polski.

Żeby dać próbkę nazywania spraw przy pomocy innego języka niż pisowski, nazwijmy tę Polskę „Polską uśmiechu” od „Orderu Uśmiechu” – dla mnie symbolu „mojej” Polski. Takim symbolem dla mnie jest też WOŚP i Jurek Owsiak. To oczywiste, że dla PiS to będą elementy komuny i złodziejstwa ale pies im … lizał. Oni już nie są z mojego świata, ich język nie jest moim, ich wartości i nazewnictwo nie są moimi. To dla mnie przedstawiciele innej cywilizacji, którzy żyli w sąsiedztwie, ale chwilowo zamieszkali w moim domu i demolują go, nie wiedząc jak z niego korzystać. Do tego żądają żeby mówić w ich języku. Ale ja kocham mój język, który oni oczywiście pogardliwie nazywają językiem miłości, bo zupełnie nie przypomina ich języka i nie rozumieją go.

Istniejące partie polityczne opozycyjne wobec PiS dały sobie narzucić reguły gry i język, a nawet logikę sporu. To oznacza, że są w pełni kontrolowane przez Kaczyńskiego. Spełniają rolę listka figowego. I wydaje się, że są już nawet pogodzone ze swoją rolą.

Nowy projekt polityczny musi zostać oparty na całkowicie nowej i odmiennej wizji Polski. Całkowicie, czyli jak gdyby kompletnie z innego świata pojęć, wartości i języka. Musi to być projekt odważny i odważnie prezentowany w całkowitej kontrze do projektu PiS. Przywołam tutaj przykład Ruchu Palikota, któremu nikt nie dawał szans, a oni zebrali 10% w wyborach w 2011 roku, głosząc otwarcie antyklerykalny program. A mamy dzisiaj inną sytuację. Korzystną dla rozwiązań radykalnych.

Edukacja

W centrum projektu neoautorytarnego Kaczyńskiego stoi edukacja. I związana z tym polityka historyczna. O znaczeniu edukacji dla obecnej władzy świadczy chociażby wysokość premii rocznej dla min. Zalewskiej. Znalazła się w gronie 4 najwyżej premiowanych ministrów – sprawy wewnętrze, sprawiedliwość, oświata i gospodarka. To mnie mało dziwi.

To dzięki tradycyjnej polskiej edukacji patriotycznej Kaczyński uzyskał władzę. Ryzykowna teza? Nie sądzę. Dlaczego Kaczyński odnosi takie duże sukcesy na polu zdobywania zwolenników dla własnej wizji historii i polskości? Wykorzystał bezpośrednio ideologię polskiego romantyzmu, prostego, łopatologicznego patriotyzmu i mesjanizmu. Martyrologii, powstań narodowych i 1000 letniego państwa i Kościoła. Zgodnie zresztą z tezą Jana Zamoyskiego: „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”. Tak, tak – sami wychowaliśmy wyborców Kaczyńskiego. Wychowywaliśmy tak całe pokolenia.

Spróbujmy wyobrazić sobie alternatywną Polskę. Zupełnie inną od Polski „boguojczyźnianej” z obecnych szkolnych podręczników do historii. Mamy już istniejące potężne wsparcie w postaci badań historyków. Jest się czym chwalić i jest z czego być dumnym.

Dwa miesiące temu w Cambridge odbyła się międzynarodowa konferencja “O niezwykłej różnorodności Rzeczypospolitej Obojga Narodów, wczesnego nowoczesnego państwa integrującego różne grupy etniczne, kultury, języki i religie, często o we wzajemnym szacunku i tolerancji. Jednocześnie różnorodność doprowadziła również do konfliktów i kontrowersji”. Nowoczesna wiedza o Rzeczpospolitej tego okresu zaczyna dopiero przebijać się do międzynarodowej świadomości dzięki grantom unijnym i historykom-popularyzatorom naszej historii, piszącym po angielsku.

Dlaczego nie zamienić akcentów opowiadając o naszej historii? Dlaczego nie przywołać dokonań cywilizacyjnych naszego państwa i naszego narodu z XV-XVI wieku? To jest przecież także nasza tradycja. I nie musimy wcale dalej hołdować tej tradycji, za którą stoi martyrologia i 1000-letni Kościół Katolicki.

Mikołaj Kopernik przytrafił się nam właśnie dlatego, że w Krakowie na uniwersytecie pracowali ludzie, którzy czerpali z całej dostępnej wiedzy i, w przeciwieństwie do astronomów z Zachodniej Europy, swobodnie rozwijali swoje pasje i mieli nieskrępowany dostęp do dzieł arabskich astronomów. Dzieł, które Kościół Katolicki umieścił na Indeksie Ksiąg Zakazanych i stały się niedostępne w innych krajach.

Tacy ludzie inspirowali i właśnie w Krakowie młody Mikołaj został zaszczepiony bakcylem przygody naukowej. Ówczesna Rzeczpospolita rozwijała własną wizję państwowości i miała wszelki potencjał do tego, żeby stać się centrum cywilizacyjnym ówczesnej Europy. Mieliśmy liczne przewagi konkurencyjne, liczniejsze niż dzisiaj. Odwołajmy się do tego potencjału! Do państwa swobód religijnych, państwa, w którym 55% szlachty wyznawało różne odłamy protestantyzmu, w tym własny, rodzimy projekt Braci Polskich (notabene to bujda na resorach, że Polak to tradycyjnie katolik). Państwa, w którym żyły różne grupy etniczne, tłum nie ekscytował się polowaniami na czarownice, i w którym rodziły się nowe koncepcje i idee.

Rzeczpospolita była popularna i szanowana na Zachodzie. W najstarszej gazecie francuskiej La Gazette, była stała rubryka wiadomości z Warszawy. Do czasu. Mieliśmy znakomitych, światowej klasy myślicieli, naukowców, nauczycieli, pisarzy i poetów. Ich dzieła były czytane, a ich koncepcje przyjmowane i rozbudowywane przez sławnych dzisiaj ludzi z Zachodniej Europy. Nasze szkolne wychowanie każe nam pamiętać nazwiska i dzieła tych drugich. Dlaczego tylko ich? Za to każe nam pamiętać wszystkich polskich świętych kościoła katolickiego jako tych lepszych świętych. Co się takiego stało Rzeczpospolitej, że zamiast centrum Europy stała się jej zaściankiem?

Różne czynniki przyczyniły się do upadku I RP. Polityka, gry dynastyczne, klimat, ekonomia, przypadek. Wiele złego ma swoje źródło w naszych cechach narodowych. I jest się nad czym pochylić, bo źródła historyczne pokazują, że nasi szlachetnie urodzeni przodkowie wykazywali się znajomą nam współczesnym niechęcią do wprowadzania zmian i niechęcią do samokrytycyzmu.

Notabene, Konfederacja Targowicka wydaje się kwintesencją tego, co doprowadziło do upadku I RP, a czym dzisiaj jest PiS.

Zostawmy na boku cechy charakteru na rzecz ekonomii. Dla mnie fascynującą historią jest fakt, że zanim Hiszpanie odkryli koszenilę w Meksyku, Europa i reszta świata zaopatrywały się w czerwony barwnik produkowany w Rzeczpospolitej. Ruś Czerwona vel Grody Czerwieńskie brzmią znajomo? Tak, to polska koszenila z polskiego czerwca. Tym małym owadom zawdzięczamy nazwę koloru czerwonego i nazwę miesiąca czerwca (pora zbiorów). Zawdzięczamy im, oprócz soli, kruszców, zboża, potażu i drewna, potęgę I Rzeczpospolitej. Koszenila była droższa od złota. Klimat się zmienił, czerwiec zaczął wymierać, do hiszpańskich portów zaczęły wpływać galeony wyładowane złotem, srebrem i amerykańską koszenilą. I RP zaczęła upadać. Ale to też tylko jedna z wielu przyczyn.

Istnieją dziesiątki fascynujących historii związanych z czasami nie tylko I Rzeczpospolitej. Nie mogę w to uwierzyć, że dotychczas nie powstały kompendia wiedzy, książki, podręczniki zbierające w jednym miejscu tę wiedzę w postaci popularnej. Przynajmniej nie dotarłem do takich pozycji. Przeglądam od lat różne portale i fora i widzę ujawnianą potrzebę wiedzy na temat polskich dokonań.

Owszem, istnieją na przykład publikacje Łukasza Wierzbickiego, opisujące bezprecedensową wyprawę rowerową Kazimierza Nowaka, który w dwa lata samotnie przebył Afrykę z północy na południe i z powrotem na północ. Pod koniec lat 30. Gigant. Ale nie jedyny.

Kto wie, że Europa po raz pierwszy poznała Chiny, jej tradycje, faunę, florę i geografię dzięki Polakowi? Nazywał się on Michał Boym. Albo jak dużo osób wie, że pewien Polak stworzył nowoczesną literaturę angielską? Niemal wszyscy pisarze angielskojęzyczni naśladowali go przeczytaniu jego powieści. Ów zdolny rodak pochodził z Berdyczowa i w Krakowie uczęszczał do gimnazjum, którego zresztą nie skończył.

A kto słyszał lub czytał rewelacje pewnego hiszpańskiego historyka, w końcu naukowca, który dowodzi, że Krzysztof Kolumb był synem polskiego króla – Władysława Warneńczyka, który wcale nie poległ w bitwie pod Warną? Historyk odnalazł dowody na obecność polskiego poselstwa na portugalskiej wyspie Maderze, gdzie król się ukrył i tam posłowie namawiali go do powrotu do kraju.

Czy my, Polacy, mamy się czego wstydzić? Zastanawiam się dlaczego polskie podręczniki do historii nie kipią od tych wszystkich fantastycznych i inspirujących historii. Moje dziecko uwielbiało słuchać takich historii. Zamiast tego podstawa programowa zmusza do nudnego zapamiętywania dat, z których rodacy i tak przeciętnie zapamiętują tylko jedną – 1410. Zapamiętywali, bo teraz sam nie wiem, która data wg „dobrej zmiany” będzie godna tej jedynej. 2010?

Wyobrażam sobie, zupełnie na serio, polską szkołę bez ławek, gdzie uczniowie siedzą na podłodze i zapartym tchem słuchają nauczyciela historii czytającego im lub opowiadającego barwną historię o tym jak skostniali, konserwatywni Brytyjczycy nie pozwolili polskim pilotom włączyć się do walki w początkowej fazie Bitwy o Anglię ze względu na nieukończony kurs brytyjskiego pilotażu, a później sami szkolili własnych pilotów z taktyki walki jaką pokazali polscy piloci. Taktyki opracowanej i nauczanej w Polsce, w Dęblinie.

Ważniejsza jest inspiracja niż mozolne wtłaczanie faktów i dat. Zainspirowane dziecko samo zacznie poszerzać swoją wiedzę. Dobrowolnie i z radością. Matematyki też da się uczyć w ciekawy, intrygujący sposób i przy okazji wprowadzać podstawową wiedzę ekonomiczną. Podobnie jest z filozofią. Ale religia to już osobny temat, bo w Polsce uśmiechu będzie ona sprawą prywatną, intymną, podobnie jak inne emocje, czy subiektywne przekonania. Dobra wiadomość jest taka, że gotowe wzorce wyśmienitych systemów edukacji istnieją i funkcjonują. Każdy może pojechać, obejrzeć, ocenić. Finlandia pierwsza mi przychodzi do głowy .

Polska uśmiechu. Remont kapitalny domu

W ślad za wykreowaniem zmienionego historycznego wizerunku Polski, nowoczesnego i w kontrze do martyrologicznego, narzucanego Polsce dzisiaj przez PiS, idzie innowacyjny projekt polityczny. Projekt oparty od początku na nowym aparacie pojęciowym. Nowatorski, czyli skierowany w przyszłość i zakładający, że początek to „dzisiaj”, a nie wczoraj.

To bardzo trudne zadanie wziąwszy pod uwagę, jak bardzo przywiązani jesteśmy do konstrukcji świata istniejącej w naszym umyśle, a utkanej ze starych elementów. Trzeba będzie włożyć dużo pracy w wymyślenie od nowa znaczenia patriotyzmu, wolności, religii, świeckości, tradycji, edukacji, elity, egalitaryzmu, kompetencji, odpowiedzialności władzy, życia społecznego, wolności słowa, etosu pracy, wyrównywania szans, opieki medycznej i wielu innych.

Tym samym lepiej dać spokój zachodnioeuropejskim ideom lewicowym sprzed ponad 40 lat, takim jak neomarksizm, które już w niewielkim stopniu odpowiadają na wyzwania nowoczesności. Może zamiast od nowa definiować takie mało zrozumiałe dzisiaj pojęcia jak lewica, czy prawica, może je zastąpić nowymi terminami? Na przykład w miejsce „idei lewicowej” wprowadzić „ideę postępową”, a w miejsce prawicowej – „konserwatywną”. Postępowcy i konserwatyści. I jedni, i drudzy potrzebni.

A dlaczego i jedni, i drudzy? Dobry temat na publiczny dyskurs. W takim na nowo umeblowanym świecie sprawy ukażą się ludziom w nowym świetle. Stracą swoją moc wszelkie rzucane klątwy, zarzuty o antypolskość, wrogość wobec Ojczyzny, zdradę, komunizm i brak patriotyzmu. Szczególnie w uszach młodzieży. Młodzi ludzie z reguły instynktownie wybierają pozytywny przekaz nasycony nowościami i wciągający nieznanymi historiami.

Dzięki zupełnie nowej narracji będzie można odzyskać inicjatywę. Pamiętajmy przy tym, że „takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”. Jeszcze raz – nowoczesna edukacja. Hipernowoczesna.

W mojej opinii nie mamy innego wyjścia.

To znaczy mamy. Możemy pozwolić Kaczyńskiemu realizować jego wizję i się tej wizji podporządkować. W przyszłości zawsze będziemy mogli powiedzieć, że my tylko wykonywaliśmy rozkazy. Zakładam jednak, że chcemy mieć wpływ na nasze życie. A ono nie dzieje się w próżni.

Odsetek „społeczeństwa niszowego” sam się nie skurczy. Z raportu dr. Macieja Gduli „Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta” płynie pewien ważny wniosek. Ewentualne załamanie gospodarcze i pogorszenie się warunków życia nie oznacza automatycznie odpłynięcia elektoratu od PiS. „Prawdziwi Polacy” trwają na reducie do końca, przy swoim bohaterskim wodzu, którego kochają, i z którym się identyfikują. A jeśli kampania antysemityzmu wobec „nowych Żydów” odniesie sukces, to nie będziemy mieli czego szukać w IV RP. Kto stawia na scenariusz „im gorzej, tym lepiej” może się gorzko pomylić.


Arkadiusz Głuszek


© 2018 Gorzow.com

^