HOME
OGŁOSZENIA
ZAREJESTRUJ DOMENĘ
DODAJ OGŁOSZENIE
DODAJ FIRMĘ DO BAZY
Osób online: 120; poniedziałek, 18 czerwiec 2018 Imieniny Elżbiety, Marka, Pauli
... Darmowe ogłoszenie drobne - praca, sprzedaż, usługi, auto-moto i inne ... szybko łatwo i bez rejestracji ... możliwość dodania 4 zdjęć ...
Gorzowskie Firmy:
Wszystkie Artykuły Wywiady Zdrowie i Uroda Kuchnia Rozrywka Muzyka Film Ciekawostki  Powrót
gorzow.com • artykuly • 2018-04-30
Baby, ach te baby…
Źródło: studioopinii.pl 

Nie, to nie będzie tekst o paniach z niepełnosprawnymi dziećmi protestujących w sejmie i doprowadzających Genialnego Stratega do szału jelit, o czym świadczą coraz bardziej gorączkowe, a przez to coraz bardziej nieudaczne zabiegi jego pielęgniarzy dla niepoznaki zwanych partią polityczną.

To tylko kilka kolejnych uwag dotyczących walki pań o równouprawnienie na początku XX wieku, bo mam wrażenie, że akurat ten jej etap jest na tyle wyrazisty, że może nauczyć wiele każdego, kto o coś się stara, zabiega, walczy.
 


Emily Davison

 

Przyjmując generalną koncepcję, że cele każdej walki muszą konweniować z warunkami w jakich się ona odbywa – należy także pamiętać o środkach.

Mając do dyspozycji szeroką ich paletę trzeba umieć zastosować je w odpowiedniej chwili i miejscu. Inaczej nawet najlepsze nie dadzą efektu jakiego się spodziewamy.

Decydując się na jakieś środki należy pamiętać także o publiczności.

Publiczności? A fe… jak można tak nazywać społeczeństwo?!

A jednak. Życie społeczne bardzo przypomina teatr i ktoś wkraczający na scenę misi zachowywać się tak, by dostosować swe środki wyrazu do gustu i możliwość poznawczych osób siedzących na widowni. Na tę bowiem widownię mniej lub bardziej zasadnie powołują się jak świat światem decydenci różnych krajów i epok tłumacząc nam, dlaczego nie mogą zrealizować naszych, najsłuszniejszych nawet postulatów.

Aplauz publiczności, mniejsza o to czy zasłużony, potrafi natomiast nakłonić ich do zgody nawet na największe absurdy.

Może to i niezbyt smaczna konstatacja, ale biorąc się za działalność publiczną nie należy obrażać się na rzeczywistość.

Przełom XIX i XX wieku w Anglii to okres w historii ruchu kobiecego szczególny. Problemy stworzone przez rewolucję przemysłową, nierozwiązywane dostatecznie na bieżąco nabrzmiały i wobec wyczerpania się innych możliwości doprowadziły do zjawiska, które zaszokowało społeczny teatr tamtego czasu.

Koła konserwatywne najwyraźniej „przespały” moment, w którym można było rozwiązywać problemy kobiet w sposób cywilizowany, wszelkie marsze, petycje, apele, mądre publikacje nie były w stanie zmusić ich do rzeczowego zajęcia się nimi.

Zmiana nastąpiła dopiero kiedy przedstawicielki emancypantek zapostulowały zmiany w systemie wyborczym.

Prawa wyborcze dla kobiet! To było uderzenie wprost w podbrzusze systemu!

Wybory to polityka, a polityka to decyzje. Kobiety współdecydujące o rzeczywistości – zaczynało się robić niebezpiecznie.

Dlatego nie dziwi to, że właśnie w tym momencie rozpoczął się wściekły atak na wszelkie kobiece dążenia i ich przejawy. Dotąd traktowane z pobłażaniem, by nie rzecz – lekceważeniem w otoczce „elegancji”, teraz zostały zaatakowane w brutalny sposób przez ówczesne media, będące w rękach konserwatystów, przez pseudouczonych wysysających z brudnego palucha tradycji coraz to nowe teorie świadczące o „naturalnej niższości kobiet”, itd.

Podobna radykalizacja postaw objawiła się także po drugiej stronie.  Publiczność społecznego teatru przecierała oczy ze zdumienia widząc jak sufrażystki w rodzaju Emily Davisom zaczęły „polować” na polityków z kamieniami w rękach. Sama Emily miała zresztą miły zwyczaj owijać te kamienie ciskane w polityków (jej szczególnym „ulubieńcem” był ówczesny minister finansów Lloyd George) w gustowne papierki z sentencją „Bunt przeciw tyranowi jest posłuszeństwem wobec Boga”.

Policja nie pozostawała im dłużna. Bicie demonstrantek na ulicach zaczęło stanowić normę. Publiczne ich poniżanie, obmacywanie, „przypadkowe” targanie garderoby – to ponadczasowe środki policyjnej dyskusji ze społeczeństwem.

Fakt, że panie radykalizowały się coraz bardziej. I – zyskiwały coraz większe poparcie społeczne. W 1910 pod ich petycją dotyczącą praw wyborczych dla kobiet podpisało się ponad 300 tys. osób (w tym 36 deputowanych), co jak na tamte czasy było liczbą wprost niewiarygodną.

Izba Gmin odrzuciła jednak projekt, co spowodowało kolejny etap radykalizacji postaw.

Brytyjski premier, przebywający w Dublinie, cudem tylko uniknął ciosu… toporkiem rzuconym przez sufrażystkę Mary Leigh. Dziwnym trafem toporek uciął ucho… konserwatywnemu deputowanemu.

Wojna uliczna zaczęła się na całego. Kiedy wbrew umowie nie wpuszczono do Izby Gmin delegacji 300 kobiet, te zdemolowały budynki trzech ministerstw. Uderzały w czułe punkty funkcjonowania państwa, zrywały linie telegraficzne komplikując łączność, listonosze bali się opróżniać skrzynki pocztowe, bo bywało, że narażali się w ten sposób na kontakt ze żrącymi substancjami umieszczanymi tam przez „terrorystki”, czasem zresztą i same skrzynki były niszczone.

To już nie były żarty. Jedna z londyńskich gazet opisuje to z wyraźnym przestrachem : „Bandy kobiet paradowały po Piccadilly i Oxford Street tłukąc szyby kamieniami i młotkami”.

I były coraz popularniejsze.

Aż przyszedł rok 1913. Emily Davisom stwierdziła, że logika eskalacji wymaga, by doszło do czyjejś śmierci w tym boju. Wybrała… siebie i zrealizowała zamiar w dość szczególny sposób.

W czasie derbów w Epsom wyskoczyła na tor „celując” w konia będącego własnością króla Jerzego (niestety, nie biegł pierwszy) z transparentem dotyczącym praw kobiet i zginęła stratowana przez niego.

Obejrzyj

To szokujące wydarzenie było swego rodzaju przełomem w walce sufrażystek.

Nie takim jednak, jakiego się spodziewały.

Od momentu śmierci Davison ich ruch zaczął tracić na popularności.

Najwyraźniej użyty środek okazał się przesadzony jak na możliwości percepcji społeczno teatralnego widza.

Warto to zapamiętać.

A potem przyszła I wojna światowa. 70 milionów mężczyzn opuściło swe domy. Nie tylko. Opuściło także 70 milionów miejsc pracy.

Nie trzeba być ekonomicznym geniuszem, by skonstatować, iż taka sytuacja groziła zawałem serca europejskiej (i nie tylko) gospodarce. Jakoś ją trzeba było ratować. Nie było specjalnego wyboru. Mężczyzn w urzędach, fabrykach itp. musiały zastąpić kobiety.

Gdyby nie one – wojna trwałaby najwyżej kilka miesięcy, bo nie byłoby co jeść, a także czym strzelać. Kobiety I wojny to nie tylko panienki na pocztach, konduktorki w tramwajach czy listonoszki. To także panie pracujące w fabrykach broni i amunicji.

Z tego okresu ciekawy jest jeden przypadek. Kiedy z początkiem wojny pojawiły się doniesienia o „przenikaniu” kobiet do walczących armii, niejaki dr Burchardt wysilił się na esej dowodzący, że kobiety próbujące przeniknąć do wojska to transwestytki „wiedzione błędnym określeniem płciowym”. Na ten „wysiłek intelektualny” nikt wtedy nie reagował poważnie. Zignorowano go – pytanie: dlaczego?

Jeszcze ciekawsze, że ten tekst całkiem niedawno przetłumaczono na polski i rozpowszechniano w tzw. środowiskach paramilitarnych w Polsce.

Po wojnie nie było już powrotu do dawnych stosunków. To oczywiste. Większość państw „sama z siebie” przyznała kobietom prawa wyborcze (Polska w 1918 roku). Sama z siebie?

Najwyraźniej sytuacja nauczyła ludzi czegoś, pokazała wartość kobiety lepiej, niż najmądrzejsze nawet wywody. Czasem niektórzy potrzebują wstrząsu kiedy zawodzi zwykła wyobraźnia.

Oczywiście – nie wszyscy się chcieli uczyć. Liczne były próby powrotu do stosunków przedwojennych wbrew logice, ale za to z ciekawą argumentacją.
 

Zważywszy zmiany w myśleniu politycznym, obyczajowości i wszystkich innych dziedzinach życia, było to już niemożliwe. Zgodnie z tym, co się dzieje na świecie od i do zawsze – sytuacja społeczeństwa doprowadziła do zmian w tym momencie oczywistych, bez jakichś szczególnych starań ze strony organizacji kobiecych.

A to tylko kilka lat od śmierci Emily Davisom.

Zestawienie tych rzeczy powinno i nas czegoś nauczyć.

Nie tylko w temacie walki o prawa kobiet, ale zdecydowanie szerzej.

Czego?

Jerzy Łukaszewski



© 2018 Gorzow.com

^