HOME
OGŁOSZENIA
ZAREJESTRUJ DOMENĘ
DODAJ OGŁOSZENIE
DODAJ FIRMĘ DO BAZY
Osób online: 215; piątek, 19 październik 2018 Imieniny Michaliny, Michała, Piotra
... Darmowe ogłoszenie drobne - praca, sprzedaż, usługi, auto-moto i inne ... szybko łatwo i bez rejestracji ... możliwość dodania 4 zdjęć ...
...
Gorzowskie Firmy:
Wszystkie Artykuły Wywiady Zdrowie i Uroda Kuchnia Rozrywka Muzyka Film Ciekawostki  Powrót
gorzow.com • artykuly • 2018-04-30
Pan Robert
Źródło: studioopinii.pl 

ECHA WYDARZEŃ: Piłce kibicowałem, że tak powiem – wybiórczo. Półfinał Ligi Mistrzów – do przodu Liverpoole (Roma poległa w pierwszym meczu) oraz Real (dał radę Bayernowi w Monachium), czyli znów pokazy klubowego grania na poziomie – dla nas wciąż tylko sennych marzeń…

Stadiony mamy przepiękne, kilku prawdziwych tuzów – raczej jedynie w sferze eksportowej, na niezłą reprezentację może sił wystarcza, na dobrą średnią grania w dniu powszednim – wciąż nie za bardzo… Kibice dzielnie kibicują – bo mają temperament oraz ochotę, kibole niezmiennie sieją zamieszanie; ale w tej dziedzinie bywamy na remis – TAM też zdarzają się awantury…

Występ Realu i Bayernu śledziłem pod nieco innym kątem niż fascynacja dobrym graniem. Patrzyłem uważniej niż zazwyczaj na pana Roberta L, i rozumiałem, dlaczego ma taką ochotę zmiany barw na Real. Bo w przeszłości różnie bywało, raz nawet nasz as w osobistych solówkach wykończył Real (sam strzelił 4 gole!), ale teraz jednak zespół z Madrytu wydaje się lepszy, A jeśli tak świetny piłkarz chce się jeszcze sportowo rozwinąć, i jeszcze na tym zarobić – „płodozmian” może temu sprzyjać… I zmiana dobrego na lepsze – oczywista…

Będę szczery – w tym pokazie –jakby przedtransferowym Pan Robert mnie nie zachwycił. To nie reprezentacja, której kapitanuje oraz odgrywa sprawnie dwie rolę – dyrygenta oraz wykonawcy, W tym meczu Ligi dyrygowanie jakby z góry odpadło, a rolę wykonawcy ograniczyli rywale, którzy znając groźbę – wiedzieli, jak sobie dać z nią dać radę. Dlatego bardziej mogli błyszczeć inni, choć przecież nasz tuz się starał. Coś tam może raz sknocił, czegoś nie dojrzał sędzia, ale błysków raczej nie było, choć solidna robota – znów tak.

A może w ogóle nasze tony kibicowsko-medialne nie są zgrane z rzeczywistością? Może w stawianiu wymagań i formułowaniu kryteriów ocen jest w nas coś z intelektualnej masturbacji? Że, jeśli Robert, to muszą być gole na wagę zwycięstw… A tu się gra, jak rywal pozwala, zaś rywale na tym poziomie, to przecież klasa najwyższa. I w finałach mistrzostw świata inaczej też być nie może… Nawiasem: Ronaldo też sobie za bardzo nie pograł… Ładne widowisko, twarde granie, lepsze wykonanie planu taktycznego przez gości. Nie tylko chcieli – bo to cecha obu stron – lecz jeszcze –mogli. Tym razem…

Jeszcze jedno. Wiem, że nie bardzo uchodzi wtrącanie się do tzw. warsztatu zawodowego kolegów, ale ponieważ wkrótce wielki – także telewizyjny – serial mistrzostw świata, pozwalam sobie o coś pokornie prosić. Oszczędzajcie Panowie nasze oczy i uszy; przypomnijcie sobie, że najważniejsi aktorzy są na murawie, a nie przed mikrofonem. Przestańcie „zagadywać grę”, zalewać ją słowami; zaufajcie odważniej naszym oczom. Jak w klasyce. Oglądałem właśnie zapis walki bokserskiej z międzywojnia, gdy Antoni Kolczyński wygrywał z Amerykaninem, jako reprezentant Europy. Więcej było akcji, ciosów, niż słów komentatorskich… Dziś, przy boiskach – odwrotnie. Szablony (nawet takie, jak za Janka Ciszewskiego – pan Lato za każdym wymienieniem miał imię, a wielu innych nie; a teraz dotyczy ten nawyk Pana Roberta), opowieści o czymś tam, a ONI… po prostu GRAJĄ. Tak szybko, że słowem za piłką nie nadążysz… Czasem nie ma sensu się ścigać…

Wiem, trudna to sztuka – obraz i „sitko”. Zdaję sobie sprawę, że nawyki składają się w reguły, ale może da się przed mistrzostwami „siebie” obejrzeć, posłuchać i coś poprawić? Pokornie proszę!

Coś z planu „personalnego”. Curling ma nowego prezesa. Mój współwychowanek zawodowy, olimpijczyk Marek J. musiał coś sknocić, że zmian dokonano w trybie nadzwyczajnym, a wcześniej minister zahamował dopływ dotacji. Nowy został – jak czytam – jednogłośnie, więc dyskusja nie byłaby uprawniona. Nie dyskutuję też z tym, że prezesem został człowiek wielkiej polityki, „dobrej zmiany” i biznesu. Często tak bywało, że się wybiera nie dlatego, iż wybierany ma wiedzę oraz pasję sportową, lecz stoją za nim wpływy. Było, jest, będzie… Zwłaszcza, że sport miewamy niedofinansowany, zaś układy takie, że coraz częściej z nazwiskiem wiąże się sponsoring. Nawet ministerialnie już sterowany – jak było oraz jest z kolarstwem? Takie – coś za coś…

Niedawno siatkówkę wzbogacono wiceprezesem „w cenie paliwa”, jak żartują w sieci, a zaprzeczeń nie czytam… Wcześniej podobną metodą, ministerialnie a publicznie skopano prezesa PZKol, zmuszając go w końcu do dymisji. Może i słusznie oceniając fakty, ale np. do dziś nie upowszechniając wieści o przebiegu prawnej kontynuacji, czyli sądowej konfrontacji prawdy z zarzutami. A PKOl wciąż ma prezesa w prezydium, więc wziął jego stronę…

Zmian personalnych nie rozważam i nie kontestuję – jak niektórzy w kategoriach TKM. Są, jak były, i jak będą. Normalka. Widzę tylko niepokojące podteksty, bo zwiastujące metodę oraz tendencje.

Szczegółową refleksją kiedyś się podzielę, teraz się… tylko zdziwię. Na internetowej stronie curlingu – gdzie cv nowego prezesa, bardziej życiowe niż sportowe – czytam, że jest on – JUŻ nie tylko członkiem Polskiego Komitetu Olimpijskiego, ale ma miejsce w Prezydium. Ponieważ nie znajduję potwierdzenia na stronie PKOl, wnoszę – że głosowania nad takim wnioskiem nie było, więc formalnie wszystko jest po staremu. Jeszcze. Ale właśnie publiczne słowa środowiska, które jednogłośnie dało prezesurę, a teraz nominując przed głosowaniem – może wiernie odbijają słuszne aspiracje. Lecz jakby też niosły, już bez owijania w bawełnę tendencje podstawową – coś za coś… A głosowanie tylko zatwierdzi…

 

Andrzej Lewandowski



© 2018 Gorzow.com

^