HOME
OGŁOSZENIA
ZAREJESTRUJ DOMENĘ
DODAJ OGŁOSZENIE
DODAJ FIRMĘ DO BAZY
Osób online: 205; wtorek, 21 sierpień 2018 Imieniny Franciszka, Kazimiery, Ruty
... Darmowe ogłoszenie drobne - praca, sprzedaż, usługi, auto-moto i inne ... szybko łatwo i bez rejestracji ... możliwość dodania 4 zdjęć ...
Gorzowskie Firmy:
Wszystkie Artykuły Wywiady Zdrowie i Uroda Kuchnia Rozrywka Muzyka Film Ciekawostki  Powrót
gorzow.com • artykuly • 2018-05-18
Chichotki (2)
Źródło: studioopinii.pl 

ECHA WYDARZEŃ: Obiecałem- słowa dotrzymuję. Echa po echach, tylko temat wydarzeniem odświeżam, czyli kolejność serialu trochę zakłócam…

  • Podczas smutnej, bo pogrzebowej uroczystości spotkała mnie jednak i… przyjemność. Ktoś bierze mnie pod rękę i śle uśmiech, a to Eulalia Zakrzewska-Rolińska. Dawniej i dla mnie Lalka, potem dostojniej Ola… 11 lat młodsza. Magister inżynier Wydziału. Mechaniki Precyzyjnej Politechniki Warszawskiej, ale też – i po dziś (!!!)- w sporcie. Trenerka (z dyplomem AWF), ma wychowanków na poziomie czołówki międzynarodowej!

Zanim będzie anegdota – przypomnienie. Mistrzyni oraz rekordzistka świata w strzelaniu! Dwukrotna olimpijka, gdy jeszcze panie były w takiej sytuacji, iż musiały współzawodniczyć z mężczyznami.

Rekord świata w strzelaniu na 50 metrów z karabinka standard, leżąc – 598 pkt. na 600 możliwych. Jaki rozmiar ma dycha – 20 groszy? Podczas Igrzysk było po 593 pkt… Lata minęły, a liczby wciąż imponują i pobudzają wyobraźnię. Tyle „dziesiątek”!

Przybliżam do „ech”. Kiedy Lalka zdobyła dwukrotne mistrzostwo świata (solo i drużyna) zaprosiłem ją do redakcji. Że bardziej wypadało samemu wpaść z wizytą? Prawda, ale myśmy wtedy prowadzili rubrykę (napiszę) „Z wizytą w …”. Fotka w redakcji na tle ściany z innymi zdjęciami gości, półtorej strony tekstu…

Ola-Lalka została mistrzynią świata w roku 1966, czyli jako nastolatka. Prześliczna blondynka, każde oko męskie musiało się na niej zatrzymać. Bohdanowe na kilkadziesiąt lat, zaowocowało Michałem… Rozmowa była trudna, rwana. Coraz to telefon- koledzy zauważyli, więc pytali, kto zacz. Uchylane- „przez przypadek”- drzwi… I tak zostałem… swatem. Ważne, że Ola pięknie i wdzięcznie to wspomina… A że zawsze oko przykuwała- miałem potwierdzenie podczas Igrzysk w Monachium. Spacerowo wpadła z wizytą i… strzelcy alpejscy, którzy czuwali, by było nam dobrze oraz bezpiecznie, z 10 razy wpadali, żeby zaproponować jeszcze jedną kawę, herbatę, colę… Ściślej- popatrzeć na piękność z Polski…

  • „Z wizytą w…” wymyślił i otworzył ówczesny szef i zawsze mentor – Włodzimierz Gołębiewski. Wykonał rozmowę z Bogusławą Marcinkowską-Pietkiewicz, która mistrzowsko skakała z trampoliny, z wieży, a do tego też była bardzo przystojna.

Świetne to były spotkania, choć dla dziennikarza trudne. W roli rozmówców same sławy, wszystko, co mówią- godne pióra, a „gazeta nie z gumy”… Pamiętam: Stamm, Łasak, Górski, wielcy sceny – Rudzki, Gołas (cudownie sprawny, salto nam pokazał), Cybulski (także miał sportową kartę), weteranki- Walasiewiczówna. Konopacka (pierwsze nasze złoto olimpijskie). Ludzie wojny, sportu i „powietrza”- Skalski, Góra, Kożedub; największy piewca Warszawy- Stefan Wiechecki-Wiech, asy gór z Wandą Rutkiewicz; fenomen szermierki- Eduardo Mangiarotti, szef światowej federacji boksu – Russel; Kazik Paździor, Irenissima, Tadek Ulatowski, Jurek Moskwa, Zdzich Dudzik….

Stop, to ledwie reprezentacja reprezentacji. Dla przykładu. Jakaż fajna książka powinna tę część pamięci utrwalić. Niestety, wtedy technika była skromna – ucho, ręka, ołówek, papier… A jeśli jeszcze ktoś tak bazgrze, jak autor tych słów… Niedawno przeglądałem notatki – kilka stron zapisków rozmowy ze Zbigniewem Cybulskim. Ni czorta, nie da się odtworzyć; do tego jeszcze kiedyś szefowie mieli w pogardzie zbiory biblioteczne i dziś trzeba by uzupełniać pamięć i bazgroły w bibliotekach… Dopiero potem – taśma, magnetofon i coraz to lepsze cudeńka…

  • Ponieważ kilka razy brałem udział w samolotowych Rajdach Pilotów i Dziennikarzy, szefowie uznali, że się na tym znam. I dlatego powierzono mi rozmowę z asami II Wojny Światowej – Stanisławem Skalskim, Witoldem Łokuciewskim i Stefanem Witorzeńciem, w rocznicę Bitwy o Anglię, który to jubileusz jakoś „współtwórców ominął”. Potem było sprawozdanie z defilad lotniczych, wizyty na lotniskach, i… rozmowa z gen. Paszkowskim, gdy dowodził systemami obrony przed atakami „z góry”. Generał we Wrześniu 39 był w służbie, mój naczelny – także (wspaniałe były szefowo-stasiowe opowieści o sierżancie Kanareckim, który wychowywał podchorążych zwracając się do nich per „ciul puklaty”); potem obaj byli w oflagu. Więc się jakoś skumplowali, I kiedy przyszło do wywiadu, dziennikarz sportowy stał się lotniczym.

Pamiętam. Z dowódcą umówiłem się przed wejściem. „Żeby pan nie musiał trafiać przez biuro przepustek, wypisywanie, czekanie…” Wszedłem więc z generałem i słyszałem, jak oficer dyżurny raportował, co się wydarzyło w czasie służby. M. in. dowiedziałem się, że poza stereotypem „Nic ważnego nie zaszło” paru podoficerów się poparzyło, ale są opatrzeni, więc ok. Dowódca zażądał szczegółów’ dowiedział się, że „pędzili”, i coś eksplodowało… „Patrz pan – usłyszałem – co za czasy; nie mogli się kogoś dorosłego poradzić?”


 
 Andrzej Lewandowski
 


© 2018 Gorzow.com

^